Trolejbus 2 i 9 ...
Uffff... Nareszcie siedzę w ciepłym pokoju! Dziś rano dziękowałam Bogu za to, że wzięłam ze sobą czapkę... no, ale wiadomo, o rękawiczkach już zapomniałam!! W moim wykonaniu to normalka 
Wykłady dziś zaczynałam od 09:15. Z domu wyszłam tak jak zwykle 25 minut po ósmej! Jechałam 9-ką. Nagle na drugim przystanku licząc od mojego wszyscy poczuli jakiś wystrzał i potem głośne syczenie... oczywiście, jak to zawsze bywa w Sofijskim miejskim transporcie wszystko jest popsute albo stare... Najśmieszniejsze jest to, że na żadnym przystanku nikt nie wchodził do trolejbusu, wszyscy wychodzili. Na początku nie zwróciłam na to większej uwagi... w trolejbusie robiło się coraz więcej miejsca... a ja słuchałam sobie muzyki i cieszyłam się, że wreszcie będę mogła usiąść, tylko ten zapach mi okropnie przeszkadzał! Nawet jak otworzyłam okno, to nic nie pomagało, a nawet było gorzej! Zaraz za przystankiem pod NDK, kierowca zatrzymał autobus i wyszedł zobaczyć, co się dzieje! Siedziałam koło okna, więc w sumie widziałam, co robił przy maszynie! Nagle, kiedy otworzył jakieś coś, to coś wybuchło... Koleś zaczął krzyczeć, żeby wychodzić szybko z trolejbusu, bo może wybuchnąć, ludzie zaczęli w popłochu wybiegać po schodach... Jakaś kobieta spadła ze schodów, jakiś koleś, który miał laskę wybił szybę (może kaleka chciał przez nią wyjść) Na szczęście mnie nikt nie zepchnął ze schodów, nie dostałam odłamkiem szyby w głowę, nie wybuchłam razem z trolejbusem... Wszystko się dobrze skończyło... Nawet nie spóźniłam się na wykłady...
Wracając z Uniwerka jechałam 2. W sumie jechało się naprawdę bardzo przyjemnie... Do czasu, kiedy nie znaleźliśmy się o jedną „spirkę” przed szpitalem wojskowym! Siedziałam tyłem do kierunku jazdy... aż nagle coś mocno nami szarpnęło, wszyscy spanikowali, a mnie serce zaczęło mocno walić, nawet myślałam, że w pewnej chwili je połknę! Usłyszałam wielki huk i dźwięk zbitej szyby... Niektórzy ludzie znaleźli się na ziemi, niektórzy powpadali do tych wnęk gdzie znajdują się schodki... Pełen hardcore!! Jednak jak dla mnie to było już za wiele jak na jeden dzień... Nie dość, ze rano zapaliła się 9 to teraz 2 rąbnęła w jakiś samochód osobowy! heh... Co za dużo to nie zdrowo! Postanowiłam, że do domu wrócę pieszo, żeby już nie kusić losu... Mam nadzieje, że dziś już nic mnie nie spotka... Bo chyba po takim dniu pełnym wrażeń trafiłabym do szpitala z zawałem serca...
Plany na wieczór... wyjście do kina...
Będę oglądać razem z Maciejem Różową Panterę II. Film jest z tego, co wiem bardzo śmieszny... Młody już do dwa razy oglądał! Proszę tylko jedno... oby już żadna katastrofa samochodowa, autobusowa, trolejbusowa mnie dziś nie spotkała...
P.S. Zdjęcie które dołączyłam, to zdjęcie trolejbusu nr. 5... 2 i 9 wyglądają identycznie :)

Wykłady dziś zaczynałam od 09:15. Z domu wyszłam tak jak zwykle 25 minut po ósmej! Jechałam 9-ką. Nagle na drugim przystanku licząc od mojego wszyscy poczuli jakiś wystrzał i potem głośne syczenie... oczywiście, jak to zawsze bywa w Sofijskim miejskim transporcie wszystko jest popsute albo stare... Najśmieszniejsze jest to, że na żadnym przystanku nikt nie wchodził do trolejbusu, wszyscy wychodzili. Na początku nie zwróciłam na to większej uwagi... w trolejbusie robiło się coraz więcej miejsca... a ja słuchałam sobie muzyki i cieszyłam się, że wreszcie będę mogła usiąść, tylko ten zapach mi okropnie przeszkadzał! Nawet jak otworzyłam okno, to nic nie pomagało, a nawet było gorzej! Zaraz za przystankiem pod NDK, kierowca zatrzymał autobus i wyszedł zobaczyć, co się dzieje! Siedziałam koło okna, więc w sumie widziałam, co robił przy maszynie! Nagle, kiedy otworzył jakieś coś, to coś wybuchło... Koleś zaczął krzyczeć, żeby wychodzić szybko z trolejbusu, bo może wybuchnąć, ludzie zaczęli w popłochu wybiegać po schodach... Jakaś kobieta spadła ze schodów, jakiś koleś, który miał laskę wybił szybę (może kaleka chciał przez nią wyjść) Na szczęście mnie nikt nie zepchnął ze schodów, nie dostałam odłamkiem szyby w głowę, nie wybuchłam razem z trolejbusem... Wszystko się dobrze skończyło... Nawet nie spóźniłam się na wykłady...
Wracając z Uniwerka jechałam 2. W sumie jechało się naprawdę bardzo przyjemnie... Do czasu, kiedy nie znaleźliśmy się o jedną „spirkę” przed szpitalem wojskowym! Siedziałam tyłem do kierunku jazdy... aż nagle coś mocno nami szarpnęło, wszyscy spanikowali, a mnie serce zaczęło mocno walić, nawet myślałam, że w pewnej chwili je połknę! Usłyszałam wielki huk i dźwięk zbitej szyby... Niektórzy ludzie znaleźli się na ziemi, niektórzy powpadali do tych wnęk gdzie znajdują się schodki... Pełen hardcore!! Jednak jak dla mnie to było już za wiele jak na jeden dzień... Nie dość, ze rano zapaliła się 9 to teraz 2 rąbnęła w jakiś samochód osobowy! heh... Co za dużo to nie zdrowo! Postanowiłam, że do domu wrócę pieszo, żeby już nie kusić losu... Mam nadzieje, że dziś już nic mnie nie spotka... Bo chyba po takim dniu pełnym wrażeń trafiłabym do szpitala z zawałem serca...
Plany na wieczór... wyjście do kina...
Będę oglądać razem z Maciejem Różową Panterę II. Film jest z tego, co wiem bardzo śmieszny... Młody już do dwa razy oglądał! Proszę tylko jedno... oby już żadna katastrofa samochodowa, autobusowa, trolejbusowa mnie dziś nie spotkała...
P.S. Zdjęcie które dołączyłam, to zdjęcie trolejbusu nr. 5... 2 i 9 wyglądają identycznie :)


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home