none...
Czasami napisanie jakiejś sensownej i mądrej rzeczy jest bardzo trudne... A, ja właśnie dziś postanowiłam coś takiego napisać... Jestem bardzo ciekawa, czy na staraniach się skończy, czy może... uczynię jakiś postęp... Dzionek zaczął się bardzo miło... Maciej przyszedł do mnie z samego rana, robiliśmy wielkie pranie, to znaczy pralka prała, a my byczyliśmy się. Do szkoły szłam dopiero na 13.00 – teoria kultury, w sumie ciekawy przedmiot... Wykład bardzo mi się podobał, 2 h spędziłam w całkowitym skupieniu, aż się sama zaczęłam dziwić, że ja jeszcze tak potrafię...
Potem pojechałam prosto do Macieja... Razem sprzątaliśmy! To znaczy ja wycierałam kurze, on mył naczynia itd. I musze powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem, bo po skończonej pracy, było tam naprawdę przytulnie i co najważniejsze czysto... Koło 21.00 wróciłam do domku... Bo trzeba przecież jakieś pozory utrzymywać :P W tym samym czasie Macieja złapała kontrola w autobusie, no, ale jak zwykle wyszedł z tego bez szwanku
Dziś sprawdzając pocztę natchnęłam się na list od Meryl (koleżanki Macieja), w sumie nie rozumiem, dlaczego napisała do mnie, nigdy się nie przyjaźniłyśmy... Miałyśmy małe potyczki... ale to już zupełnie odrębna historia... Troszkę byłam zdołowana rano, ale w sumie szybko mi przeszło, bo postanowiłam się tym nie przejmować... (tonem i zawartością całej wiadomości!) I chyba tak być powinno... Może kiedyś przyjdzie odpowiedni czas, żeby przybliżyć całą sytuację, w jakiej się znajduje Maciej, Ja i Meryl... Tylko, że jest to dość delikatna sprawa...
No, ale miałam napisać coś sensownego... takie było moje pierwotne zamierzenie... i musze się tego teraz trzymać! No, więc... Niech pomyśle... heh... Moja polonistka uczyła mnie, że z „NO, WIĘC” nie zaczyna się zdania :P Czyli... Chyba jednak nie będę w stanie... Bo, znowu zaczęłam myśleć o całej sprawie z Meryl... I musze powiedzieć, że pogubiłam się w tym już zupełnie
Wydaje mi się, ze nadszedł odpowiedni czas na sen... W sumie on jest lekarstwem na wszelkie smutki...
Potem pojechałam prosto do Macieja... Razem sprzątaliśmy! To znaczy ja wycierałam kurze, on mył naczynia itd. I musze powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem, bo po skończonej pracy, było tam naprawdę przytulnie i co najważniejsze czysto... Koło 21.00 wróciłam do domku... Bo trzeba przecież jakieś pozory utrzymywać :P W tym samym czasie Macieja złapała kontrola w autobusie, no, ale jak zwykle wyszedł z tego bez szwanku
Dziś sprawdzając pocztę natchnęłam się na list od Meryl (koleżanki Macieja), w sumie nie rozumiem, dlaczego napisała do mnie, nigdy się nie przyjaźniłyśmy... Miałyśmy małe potyczki... ale to już zupełnie odrębna historia... Troszkę byłam zdołowana rano, ale w sumie szybko mi przeszło, bo postanowiłam się tym nie przejmować... (tonem i zawartością całej wiadomości!) I chyba tak być powinno... Może kiedyś przyjdzie odpowiedni czas, żeby przybliżyć całą sytuację, w jakiej się znajduje Maciej, Ja i Meryl... Tylko, że jest to dość delikatna sprawa...
No, ale miałam napisać coś sensownego... takie było moje pierwotne zamierzenie... i musze się tego teraz trzymać! No, więc... Niech pomyśle... heh... Moja polonistka uczyła mnie, że z „NO, WIĘC” nie zaczyna się zdania :P Czyli... Chyba jednak nie będę w stanie... Bo, znowu zaczęłam myśleć o całej sprawie z Meryl... I musze powiedzieć, że pogubiłam się w tym już zupełnie
Wydaje mi się, ze nadszedł odpowiedni czas na sen... W sumie on jest lekarstwem na wszelkie smutki...


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home