Sen...
Sen naprawdę pomaga... Obudziłam się praktycznie z uśmiechem na twarzy... Mama mnie obudziła, zadzwoniła do drzwi i powiedziała, że Młody jest chory i, że lekarz zaraz ma przyjechać... Na uniwerek szłam dopiero na 12.30. Po śmierci profesora Fola nie mamy jeszcze wykładów, same ćwiczenia... W sumie ok, nie musze rano wstawać, ale z drugiej strony nie wiem, czy zdołamy nadrobić cały materiał! Postanowiłam, że nie będę myśleć więcej o całej sprawie z Meryl, bo w końcu to, co było skończone już ponad pół roku temu nie powinno się już odgrzebywać... Maciej przyznał mi racje, i dziś bardzo mi pomagał, tylko czasami aż ciśnie mi się na język to, żeby ją wreszcie posłać do diabła... bo dziewczyna naprawdę dużo namieszała w naszym związku... Było minęło, wiec po co do tego wracać...prawda? Ja nie będę, o ile nikt mnie do tego nie będzie zmuszał... np wysyłaniem e-maili, lub rozmową na ICQ. Tak, rozmawiałam z nią... Ona próbowała być bardzo miła... Przeczytałam raz jeszcze cały ten dialog... I nic nie pojmuje... Może kiedyś...? Jutro będziemy razem z Maciejem sprzątać klatkę dla myszek, bo już zaczyna śmierdzieć! Myszki są chodzącą wytwórnią kup i sikają gdzie popadnie... Ale i tak je kocham :P




0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home