piątek, marca 31, 2006

3 dzień 1 fazy

Dzień 3

Śniadanie

180 ml soku wielowarzywnego
Łatwy omlet ze szparagami i pieczarkami
Kawa lub herbata bezkofeinowa z odtłuszczonym mlekiem i substytutem cukru

Przekąska przedpołudniowa

1 paluszek z częściowo odtłuszczonego sera mozzarella

Lunch

Koperkowa sałatka z krewetek z sosem koperkowo – ziołowym
Aromatyzowana galaretka bez cukru

Przekąska popołudniowa

1 – 2 roladki z szynki
2 łyżki majonezu z kolendrą

Obiad

Opiekany stek z polędwicy wołowej
Brokuły gotowane na parze
Pomidory opiekane
Puree „ziemniaczane” South Beach

Deser

Krem migdałowy z ricotty

wtorek, marca 28, 2006

2 dzień 1 fazy

Dzień 2

Śniadanie
180 ml soku pomidorowego
¼ - ½ szklanki płynnego substytutu jajka (1 – 2 jajka)
Kawa lub herbata bezkofeinowa z odtłuszczonym mlekiem i substytutem cukru

Przekąska przedpołudniowa

1 – 2 roladki z indyka
2 łyżki majonezu z kolendrą

Lunch
Siekana sałatka South Beach z tuńczykiem
Aromatyzowana galaretka bez cukru

Przekąska popołudniowa
Seler nadziewany jednym trójkącikiem serka Krówka Śmieszka Light

Obiad
Pieczona pierś kurczaka
Pieczony bakłażan z papryką
Sałatka (mieszane warzywa liściaste, ogórek, zielona papryka, pomidory winogronowe)
2 łyżki balsamicznego sosu winegret lub sosu o małej zawartości cukru

Deser
Krem kawowy z ricotty

poniedziałek, marca 27, 2006

MOJE URODZINY...


Heh, mam już 20 lat... Jaka jestem stara.... :/

Happy b-day to me :*

Jak minął dzień? Hmm... trudno powiedzieć... napewno nie tak jak sobie to wyobrażałam! Mnóstwo SMS'ów od przyjaciół (miłe), aparat fotograficzny od rodziców (bardzo miłe), naszyjnik od Ani (bardzo miłe) ===> nawet to, że jest różowy mi nie przeszkadza :P Mama zrobiła torcik, pyszny był, nawet zjadłam jeden kawałek chociaż jestem na diecie :D Nie mogłam sie oprzeć! Mniam... Teraz siedzę sobie sama w domu i oglądam Majewskiego, czyli można uznać, że jestem z NIM! Heh... Taraz do NAS sie Cugowski dołączył! Gdzie jest Maciej nie wiem... w domu?? może!! Dlaczego nie jest ze mną... no comment!

Bilans urodzin ----------> :/

1 dzień 1 fazy


Dzień 1

Śniadanie
180 ml soku wielowarzywnego
2 babeczki jarzynowe qiuche na wynos
Kawa lub herbata bezkofeinowa z odtłuszczonym mlekiem i substytutem cukru

Przekąska przedpołudniowa
1 paluszek z częściowo odtłuszczonego sera mozzarella

Lunch
Plastry piersi z kurczaka z grilla na sałacie rzymskiej
2 łyżki balsamicznego sosu winegret lub 2 łyżki sosu o małej zawartości cukru
Aromatyzowana galaretka bez cukru

Przekąska popołudniowa
Seler nadziewany jednym trójkącikiem serka topionego Krówka Śmieszka Light

Obiad
Łosoś z rusztu z rozmarynem
Szparagi gotowane na parze
Sałatka (mieszane warzywa liściaste, ogórek, zielona papryka, pomidory winogronowe)
Oliwa z oliwek i ocet do smaku lub 2 łyżki sosu o niskiej zawartości cukru

Deser
Krem waniliowy z ricotty

Ja oczywiście tylu rzeczy nie jadłam, bo nie miałam czasu na te wszystkie potrawy... Wiec wybrałam tylko pare rzeczy z całego dnia, to znaczy 1 rzecz ze śniadania i potem coś z obiadu. I w ten sposób zjadałam lekkie śniadanko + obiad o godzinie 17.00. No i co najważniejsze 0 słodyczy :(
Schudłam już około 9 kg. Jupppi... jestem zadowolona! I tyłek mi zmalał... brzuszek... no i piersi... ale... staniczki push up wszystko naprawią!! :P

niedziela, marca 26, 2006

Dieta South Beach :P – Naprawdę polecam... to działa!


Ta dieta jest marzeniem każdego łasucha! Jesz same pyszności, a mimo to chudniesz. A na dodatek masz zdrowsze serce.

Co to jest?
Przede wszystkim zdrowy styl życia. Dietę South Beach (nazywaną czasami dietą Plaż Południa) wymyślił amerykański kardiolog, dr Arthur Agatston. Jest to właściwie sposób odżywiania na całe życie. Polega na ograniczeniu jedzenia wysoko przetworzonych węglowodanów (np. białego pieczywa, makaronu), które są szybko trawione, co sprawia, że zaraz po posiłku znów jesteś głodna. Należy unikać także tłuszczów nasyconych. W jadłospisie powinny się za to znaleźć białka, węglowodany złożone i tłuszcze nienasycone (oliwa z oliwek, olej rzepakowy). Jedną z głównych zalet tej diety jest bezpieczeństwo jej stosowania i dobroczynny wpływ na zdrowie. Dieta South Beach jest ostatnio bardzo popularna w USA.

Co zyskujesz?
Podczas pierwszej fazy (w ciągu 2 tygodni) możesz schudnąć nawet 6,5 kg bez szkody dla zdrowia, unikniesz efektu jo-jo, szybko pozbędziesz się brzuszka, skutecznie poskromisz apetyt, zapomnisz o zachciankach na słodycze, obniżysz poziom cholesterolu.


Na czym to polega?

Nie musisz liczyć kalorii ani odmierzać porcji. Jesz po prostu zalecane produkty. Dieta jest podzielona na trzy fazy. Pierwsza trwa 2 tygodnie, druga zazwyczaj nieco dłużej (to zależy od Ciebie), a trzecia... przez resztę życia. W diecie South Beach dużą rolę odgrywa indeks glikemiczny.


Kto nie może stosować tej diety?

Osoby z hipoglikemią (obniżonym poziomem cukru we krwi), chorzy na cukrzycę muszą najpierw skonsultować się z lekarzem, dieta w połączeniu z lekami może spowodować zbyt drastyczny spadek poziomu glukozy, osoby z wysokim poziomem cholesterolu we krwi powinny ograniczyć spożycie jajek (w menu jest ich dużo) i zastąpić je np. rybami i drobiem.

sobota, marca 25, 2006

Odchudzanie...

Dziś mierzyłam moją starą małą czarną i... zmieściłam się, jeszcze troszkę i będę mogła znowu w niej chodzić, mierzyłam też brązowe spodnie ale z nimi będzie trochę gorzej... dam radę! Mam silną wole... nawet o słodyczach nie myślę ostatnio... Postanowiłam też zapisać się na ćwiczenia, może też na basen i obowiązkowo na sałne!! Mam do wyboru: body sculp, tai chi (już na to chodziłam i wiem, że jest fajnie), dance to fit, tae bo (to też jest lux), step combo, hi combo & work – out... teraz pozostaje mi tylko dokonanie wyboru: dzień, godzina... :P Jutro mama chce zrobić jakieś małe przyjęcie z okazji moich urodzin, ciekawa jestem kogo zaprosiła o ile kogoś zaprosiła :P Tato kupił mi już prezent! Ale ja powiedzmy, że jeszcze o nim nic nie wiem :D Musze poszukać w tej mojej książce, co tak naprawdę można jeść do woli w mojej diecie... bo w sumie tam są same zakazy... a to zbytnio mi się nie podoba...

piątek, marca 24, 2006

Prawie zdrowa....

Zachorowałam, oczywiście grypa (na szczęście nie ptasia, a ostatnio zjadłam naprawdę dużo jajek) praktycznie codziennie miałam gorączkę około 39 stopni, zawroty głowy, silny ból, katar... no i ten uporczywy kaszel, jeszcze do dziś okropnie kaszle...Ale można powiedzieć, iż czuję się coraz lepiej... Maciej spędził u mnie aż 5 dni (od niedzieli do piątku), mieszkał z całą moją rodzinką, tato i mama zgodzili się na taką opcję... Młody się cieszył, bo wreszcie mógł komuś potruć a nie tylko mnie... Jaka byłam szczęśliwa, miałam wreszcie mojego mężczyznę przy sobie dzień i noc.... Zapomniałam powiedzieć, czemu wylądował u mnie, a to bardzo ważna rzecz i tłumaczy wszystko... MaciejMój Kochany Maciej również zachorował... Ahhhhh... ta grypa, ta potworna grypa... Tato postanowił go do nas przewieść, bo jak ja jestem chora i on jest chory, to można z naszego domu zrobić mały szpital...:D Wcześniej mój brat leżał obłożnie chory w domu jakiś tydzień, tyle, że on przeszedł całą grypę bez gorączki... A my biedactwa... jak nie 38 to 39 stopni. Moja mama występowała w roli lekarza... dbała o to żebyśmy zażywali wszystkie lekarstwa, robiła nam przekąski, dla mnie lekki obiadek, bo jestem na diecie, dla Macieja coś cięższego, bo on lubi sobie dobrze zjeść... Nawet wzięła sobie wolne w pracy na 2 dni, tzn. tato jej dał :D I tak przeleżeliśmy praktycznie 4 dni, wczoraj (czwartek) powychodziliśmy z łóżek. Dziś posprzątaliśmy całe dwa mieszkania, moje i moich rodziców! Zrobiliśmy obiad... Aha... odkryłam świetny patent na nie jedzenie! Kiedy dziś jadłam ziemniaczaną zapiekankę z brokułami, wmawiałam sobie, to, że mi nie smakuje, i uwierzyłam w to, chociaż byłam okropnie głodna...  Dobre, co nie... Kinga powiedziała, że to potwornie głupie... ale dla mnie najważniejsze jest to, że działa :D Już ponad miesiąc wytrzymuje bez słodyczy... Nie jem masła, chleba, makaronów, ryżu.... Właśnie ostatnio przyszła książka więc będę się do niej stosować! „The South Beach Diet”. W 1 fazie praktycznie nie wolno jeść wszystkiego... Sery: Edamski, Brie, Pełnotłuste – odpadają. Warzywa: Buraki, Jamsy, Kukurydza, Marchew, Pomidory, Ziemniaki (ja dziś zrobiłam sobie wyjątek :D) Owoce: W fazie 1 należy unikać wszystkich owoców i soków owocowych (ups, a ja ciągle coś takiego pije) Skrobie i Węglowodany: Makaron, Owsianka, Pieczywo, Płatki zbożowe, Ryż, Produkty mączne. Nabiał: W fazie 1 należy unikać wszystkich produktów nabiałowych (o cholera, a ja wcinałam często jogurciki i activie). Czyli trzeba będzie jeszcze raz zacząć całą 1 fazę! Najlepsze jest to, że.... w ciągu 14 dni można schudnąć aż 8 kg! Hmmm... Świetna jest ta książka! Musze tylko namówić mamę do tego, żeby ją przeczytała, może zachce jej się gotować to wszystko, co tam trzeba jeść, bo ja sobie z tym na 100% nie poradzę  Zaczęłam też czytać „Dziennik Nimfomanki” Valerie Tasso, podobno to jakaś kultowa historia, więc się skusiłam... Czyta się jak na razie miło i szybko... „Dziennik nimfomanki to poruszająca autobiografia Francuzki z dobrego domu, dla której seks jest sensem życia. Jej przypadkowi partnerzy pochodzą z różnych środowisk, spotyka ich w niezwykłych okolicznościach, nawiązuje niecodzienne relacje, które opisuje z pełną szczerością. Valerie Tasso zaczęła żyć z prostytucji w Hiszpanii, gdy okradł ją ukochany chłopak. Tam - jako urodziwa i pełna wdzięku Francuzka - cieszyła się niezwykłym powodzeniem. Jej książka jest pełna bulwersujących scen, od seksu na cmentarzu po zabawy z butelką coca-coli. A jednak jest to także historia miłości...” to właśnie ten opis mnie skusił  Okropna jestem... Wiem!! :P

sobota, marca 18, 2006

temperatura...


No i tak to się musiało skończyć, mam temterature prawie, 39 stopni, boli mnie głowa, kiedy tylko wstane z łóżka wydaje mi się, że zaraz się przewróce... Maciej też jest chory... i mój brat... wszyscy zachorowaliśmy... No ale zaczęło się od Młodego!! :( teraz mam tydzień z głowy... tylko żebym się nie rozleniwiła za bardzo... Idę spać, bo główka boli...

Ups...


Maciej jest chory, ma chyba grypę, albo jakieś przeziębienie... Dziś po lekcjach przyszłam do niego do domu, bardzo źle wyglądał, miał na 100% temperaturę, bolało go gardło, potwornie kaszlał... całe szczęście, że nie miał jeszcze kataru, bo noc miałby z głowy... Potem o 12.00 spotkałam się z Irą. Chodziłyśmy po mieście, wspominałyśmy stare czasy (no może jeszcze nie takie dawne), kupiłam trociny dla myszek, książkę „Dlaczego kromka chleba zawsze spada masłem do dołu.” – świetna książka  Kupiłam wreszcie bilet do Krakowa, 21.04 już będę w moim ukochanym Krakowie, no ale 30.04 (a dokładniej 01.05) będę już w Sofii. Z jednej strony bardzo się cieszę, że jadę, ale tez z drugiej się boje... wszystko się pozmieniało, wszyscy moi znajomi mają teraz swoje życie, nie wiem, czy ktoś z nich będzie miał czas, żeby się spotkać! Ostatnio rozmawiałam z Justyną, pracuje i studiuje... ma chłopaka... Inni robią to samo, żyją pełnią życia! Co ich to obchodzi, że przyjeżdża jakaś Karolina  Dużo się pozmieniało od moich ostatnich odwiedzin... Cieszę się, że zobaczę rodzinę! Tęsknie za nimi bardzo... Za dziadkiem, babcią... Już umówiłam się z Anią, moją przyszywana kuzynką, że obowiązkowo musimy się zobaczyć, ale jak to będzie nikt nie wie... Najważniejsze jest to, że musze wreszcie zgłosić kradzież dowodu osobistego... i odwiedzić okulistę, no i oczywiście zrobić sobie wszystkie badania i... rzecz jasna ZAKUPY! :D

czwartek, marca 16, 2006

Sen...

Sen naprawdę pomaga... Obudziłam się praktycznie z uśmiechem na twarzy... Mama mnie obudziła, zadzwoniła do drzwi i powiedziała, że Młody jest chory i, że lekarz zaraz ma przyjechać... Na uniwerek szłam dopiero na 12.30. Po śmierci profesora Fola nie mamy jeszcze wykładów, same ćwiczenia... W sumie ok, nie musze rano wstawać, ale z drugiej strony nie wiem, czy zdołamy nadrobić cały materiał! Postanowiłam, że nie będę myśleć więcej o całej sprawie z Meryl, bo w końcu to, co było skończone już ponad pół roku temu nie powinno się już odgrzebywać... Maciej przyznał mi racje, i dziś bardzo mi pomagał, tylko czasami aż ciśnie mi się na język to, żeby ją wreszcie posłać do diabła... bo dziewczyna naprawdę dużo namieszała w naszym związku... Było minęło, wiec po co do tego wracać...prawda? Ja nie będę, o ile nikt mnie do tego nie będzie zmuszał... np wysyłaniem e-maili, lub rozmową na ICQ. Tak, rozmawiałam z nią... Ona próbowała być bardzo miła... Przeczytałam raz jeszcze cały ten dialog... I nic nie pojmuje... Może kiedyś...? Jutro będziemy razem z Maciejem sprzątać klatkę dla myszek, bo już zaczyna śmierdzieć! Myszki są chodzącą wytwórnią kup i sikają gdzie popadnie... Ale i tak je kocham :P

środa, marca 15, 2006

Bajka o zasmuconym smutku...

Zupełnie nie wiem od czego mam zacząć! Tyle rzeczy się dziś wydarzyło... No i jeszcze ten wczorajszy dzień... Może lepiej będzie jak nic nie napisze??

Bajka o zasmuconym smutku

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
"Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
"Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz przede mną.
Nie boisz się?" "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?" "Ja ... jestem smutny."
odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś ...",
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem,
"najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."
"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko,
jak małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"

Autor anonimowy


Kocham Cię Macieju - pamiętaj o tym...

wtorek, marca 14, 2006

none...

Czasami napisanie jakiejś sensownej i mądrej rzeczy jest bardzo trudne... A, ja właśnie dziś postanowiłam coś takiego napisać... Jestem bardzo ciekawa, czy na staraniach się skończy, czy może... uczynię jakiś postęp... 
Dzionek zaczął się bardzo miło... Maciej przyszedł do mnie z samego rana, robiliśmy wielkie pranie, to znaczy pralka prała, a my byczyliśmy się. Do szkoły szłam dopiero na 13.00 – teoria kultury, w sumie ciekawy przedmiot... Wykład bardzo mi się podobał, 2 h spędziłam w całkowitym skupieniu, aż się sama zaczęłam dziwić, że ja jeszcze tak potrafię...
Potem pojechałam prosto do Macieja... Razem sprzątaliśmy! To znaczy ja wycierałam kurze, on mył naczynia itd. I musze powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem, bo po skończonej pracy, było tam naprawdę przytulnie i co najważniejsze czysto...  Koło 21.00 wróciłam do domku... Bo trzeba przecież jakieś pozory utrzymywać :P W tym samym czasie Macieja złapała kontrola w autobusie, no, ale jak zwykle wyszedł z tego bez szwanku 

Dziś sprawdzając pocztę natchnęłam się na list od Meryl (koleżanki Macieja), w sumie nie rozumiem, dlaczego napisała do mnie, nigdy się nie przyjaźniłyśmy... Miałyśmy małe potyczki... ale to już zupełnie odrębna historia... Troszkę byłam zdołowana rano, ale w sumie szybko mi przeszło, bo postanowiłam się tym nie przejmować... (tonem i zawartością całej wiadomości!) I chyba tak być powinno... Może kiedyś przyjdzie odpowiedni czas, żeby przybliżyć całą sytuację, w jakiej się znajduje Maciej, Ja i Meryl... Tylko, że jest to dość delikatna sprawa...
No, ale miałam napisać coś sensownego... takie było moje pierwotne zamierzenie... i musze się tego teraz trzymać! No, więc... Niech pomyśle... heh... Moja polonistka uczyła mnie, że z „NO, WIĘC” nie zaczyna się zdania :P Czyli... Chyba jednak nie będę w stanie... Bo, znowu zaczęłam myśleć o całej sprawie z Meryl... I musze powiedzieć, że pogubiłam się w tym już zupełnie 
Wydaje mi się, ze nadszedł odpowiedni czas na sen... W sumie on jest lekarstwem na wszelkie smutki...

niedziela, marca 12, 2006

MIŁOŚĆ...


Jeśli któregoś dnia ....

Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce ci się płakać, zadzwoń do mnie...
Nie obiecuje, że cię rozbawię, ale moge płakać razem z tobą...
Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec, nie bój się do mnie zadzwonić...
Nie obiecuje, że cię zatrzymam, ale moge pobiec z tobą...
Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać. Zadzwoń do mnie...
Obiecuje być wtedy z tobą i obiecuje być cicho...
ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze...
Przybiegnij do mnie bardzo szybko. Moge cię wtedy potrzebować...

Zarys dzisiejszego dnia:
1. 08.00 - pobódka - z wielkim trudem
2. 09.00 - kościół - tylko 40 min
3. 12.00 - Maciej + Maciej (tylko, że ten drugi Maciej został oddany do sklepu, wiec został mi tylko jeden... )
4. 16.00 - obiad (rybka + sałatka + soczek)
5. 17.20 - Maciej (moja druga połówka jabłuszka)
6. 20.00 - Maciej - Dvete Halbi
7. 22.30 - samotność - Maciej jedzie do domu
8. 23.30 - Maciej - icq - już w domu

to chyba wszystko... potem bedzie tylko SEN...

Bilans dnia - udany, bo spędzony z Maciejem :)

sobota, marca 11, 2006

JA :)

Nie wiem o czym mam pisać, bo w sumie nic się ciekawego nie wydarzyło w moim skromnym życiu, dlatego też postanowiłam się troszkę WYLANSOWAĆ... :D No, więc zasadzam moje zdjęcie, aby ludzie mogli mnie podziwiać... i wzdychać nocami do niego... (hmmm... może się troszkę zagalopowałam :P) Ale, dla tych którzy jednak chcieliby patrzeć na mnie przed snem i zaraz jak się tylko przebudzą zamieszczam to oto zdjęcie :P Nazwijmy je... Śpiąca Królewna

Ciężki dzień

Po ciężkim dniu w domu... :) Od samego rana praktycznie do godziny 15.00 sprzątałam razem z Maciejem mieszkanie moje i moich rodziców! Ciężko było, ale udało sie! Na 19.00 byliśmy umówieni na spotkanie z Misheto i Kirilem w knajpie! Poraz pierwszy w życiu piłam mente z mlekiem i lodem... Musze przyznać, że bardzo mi smakowało! :) Potem do Macieja na film, oczywiście ja w trakcie zasnęłam... (normalka) nawet nie wiem co oglądaliśmy, pamiętam tylko, że kiedy wybierałam co chcę oglądać wyszło na to iż widziałam już prawie wszystko. Może ja mam za dużo wolnego czasu i z nudy śledzę wszystkie kinowe nowości? Trzeba się nad tym poważnie zastanowić! Btw wczorajszy film okazał się super trafem! Byłam okropnie zadowolona... dawno się tak nie uśmiałam, aż bolał mnie brzuszek, no ale to pewnie od obrzarstwa... a nie od śmiechu! No, ale zawsze milej zwalić na śmiech, bo nikt nie lubi być nazywanym łakomczuchem :P Znalazłam świetną stronkę z komiksami, naprawde godna poleceniu: "Konstanty wraca do domu" piękne rysunki... dające dużo do myślenia (to nie jest zwykła przygodówka, a przygoda w własnym JA) www.konstanty.xt.pl :) Życzę miłego buszowania.

czwartek, marca 09, 2006

Trolejbus 2 i 9 ...

Uffff... Nareszcie siedzę w ciepłym pokoju! Dziś rano dziękowałam Bogu za to, że wzięłam ze sobą czapkę... no, ale wiadomo, o rękawiczkach już zapomniałam!! W moim wykonaniu to normalka 
Wykłady dziś zaczynałam od 09:15. Z domu wyszłam tak jak zwykle 25 minut po ósmej! Jechałam 9-ką. Nagle na drugim przystanku licząc od mojego wszyscy poczuli jakiś wystrzał i potem głośne syczenie... oczywiście, jak to zawsze bywa w Sofijskim miejskim transporcie wszystko jest popsute albo stare... Najśmieszniejsze jest to, że na żadnym przystanku nikt nie wchodził do trolejbusu, wszyscy wychodzili. Na początku nie zwróciłam na to większej uwagi... w trolejbusie robiło się coraz więcej miejsca... a ja słuchałam sobie muzyki i cieszyłam się, że wreszcie będę mogła usiąść, tylko ten zapach mi okropnie przeszkadzał! Nawet jak otworzyłam okno, to nic nie pomagało, a nawet było gorzej! Zaraz za przystankiem pod NDK, kierowca zatrzymał autobus i wyszedł zobaczyć, co się dzieje! Siedziałam koło okna, więc w sumie widziałam, co robił przy maszynie! Nagle, kiedy otworzył jakieś coś, to coś wybuchło... Koleś zaczął krzyczeć, żeby wychodzić szybko z trolejbusu, bo może wybuchnąć, ludzie zaczęli w popłochu wybiegać po schodach... Jakaś kobieta spadła ze schodów, jakiś koleś, który miał laskę wybił szybę (może kaleka chciał przez nią wyjść) Na szczęście mnie nikt nie zepchnął ze schodów, nie dostałam odłamkiem szyby w głowę, nie wybuchłam razem z trolejbusem... Wszystko się dobrze skończyło... Nawet nie spóźniłam się na wykłady... 
Wracając z Uniwerka jechałam 2. W sumie jechało się naprawdę bardzo przyjemnie... Do czasu, kiedy nie znaleźliśmy się o jedną „spirkę” przed szpitalem wojskowym! Siedziałam tyłem do kierunku jazdy... aż nagle coś mocno nami szarpnęło, wszyscy spanikowali, a mnie serce zaczęło mocno walić, nawet myślałam, że w pewnej chwili je połknę! Usłyszałam wielki huk i dźwięk zbitej szyby... Niektórzy ludzie znaleźli się na ziemi, niektórzy powpadali do tych wnęk gdzie znajdują się schodki... Pełen hardcore!! Jednak jak dla mnie to było już za wiele jak na jeden dzień... Nie dość, ze rano zapaliła się 9 to teraz 2 rąbnęła w jakiś samochód osobowy!  heh... Co za dużo to nie zdrowo! Postanowiłam, że do domu wrócę pieszo, żeby już nie kusić losu... Mam nadzieje, że dziś już nic mnie nie spotka... Bo chyba po takim dniu pełnym wrażeń trafiłabym do szpitala z zawałem serca...
Plany na wieczór... wyjście do kina...
Będę oglądać razem z Maciejem Różową Panterę II
. Film jest z tego, co wiem bardzo śmieszny...  Młody już do dwa razy oglądał! Proszę tylko jedno... oby już żadna katastrofa samochodowa, autobusowa, trolejbusowa mnie dziś nie spotkała...

P.S. Zdjęcie które dołączyłam, to zdjęcie trolejbusu nr. 5... 2 i 9 wyglądają identycznie :)

środa, marca 08, 2006

Dzień Kobiet @)------


To już drugi dzień mojego wielkiego pisania, tak się składa, iż ten dzień jest bardzo specjalny dla wszystkich kobiet, ponieważ dziś wszystkie panie obchodzą swoje święto! W końcu Dzień Kobiet zdarza się tylko raz w roku... Otóż ja dostałam pare SMS’ów od moich znajomych, jednak największe wrażenie zrobiła na mnie jedna wiadomość na GG, od mojego serdecznego przyjaciela – Marcina W.

„Marcin (8-03-2006 14:35) W tym ustanowionym przez komunistów, acz pięknym święcie, przesyłam Ci moc życzeń od mężczyzny, lecz przede wszystkim goździkowe podziękowania za to, że jesteś kobietą! Przesyłam całusy! Martin”

Hahahaha.... Śmiałam się z tego przez dłuższą chwilę!

Jeszcze bardziej dzisiejszy dzień osłodził mi mój ukochany, dla niewtajemniczonych – Maciej. Otóż mój luby obdarował mnie pięknym bukietem białych lilii. Jednakże nie kwiaty odgrywały tu najważniejszą role, a miejsce, w jakim się znajdowały... Był to (i nadal jest ) wazon z białego szkła, w środku wypełniony przeźroczystymi kryształkami, które wyglądają jak bryłki lodu a nad nimi, pocięty pomarańczowy pergamin, który dzięki temu, iż został zatopiony w wodzie puścił kolor, co dodało całej kompozycji niepowtarzalny wygląd! Muszę powiedzieć, że nigdy nie dostałam tak pięknego i oryginalnego prezentu, zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Chociaż nie wiem, dlaczego, ale Maciej, jakoś nie mógł w to uwierzyć! Kochanie, bardzo Ci dziękuje za wspaniały prezent! Kocham Cię bardzo mooooocno!

Może teraz napisze coś o moich wspaniałych podopiecznych! No, więc postanowiłam moje kochane myszorki troszkę przygłodzić! Dzisiejszego dnia nie dostały do jedzenia nic, oprócz wody i tabletki z witaminkami, którą powinny obgryzać sobie, a one jak to bacznie przyuważyłam uwielbiają na nią sikać i potem zakopywać w trocinach. Co musze powiedzieć daje bardzo komiczny widok!! No, ale, jutro już je nakarmię, bo nie chce żeby myszaki myślały, że jestem zła! Lepiej udawać, że jest się dobrą osobą!

wtorek, marca 07, 2006

Początek :)



Początki podobno zawsze są najtrudniejsze, jak będzie w moim przypadku, nie wiem... W sumie weny twórczej jakoś dziś nie mam, piszę tylko dlatego, że potwornie się nudzę! :( Kiedyś potrafiłam sobie jakoś upożądkować cały dzień, teraz, kiedy zaczęły się studia, nigdy nie wiem, kiedy wypadną mi wykłady, nie wiem, kiedy wyjde, czego nie będzie, a co będzie... Wszystko z dnia na dzień się zmienia, nawet ja nie potrafie się w tym odnaleźć. No, ale jest ze mną jeden człowiek, który zawsze mi pomaga... I muszę powiedzieć, że w wypełnianiu mojego wolnego czasu jest mistrzem... Dziś, zrobiłam sobie dzień seriali, wiem, dennie to zabrzmiało, no ale cóż... Oglądałam W11, Na Wspólnej, teraz spędzam czas z Magdą M. :) Czasami dobrze jest rozsiąść sie w wygodnym fotelu i oglądać jeden serial za drugim... Btw ja nie mam fotela :) Jakie te reklamy są denne, aż głowa boli... Jedna głupsza od drugiej!
Zapomniałam wspomnieć o jednej bardzo ważnej rzeczy... No, więc... Spróbuje zacząć od samego początku! Postanowiliśmy z Maciejem kupić sobie jakieś zwierzątko... i... kupiliśmy 2 słodkie białe myszki :) Są tak kochane, że czasami chciałabym je schrupać... tylko, że odpycha mnie ich zapach! I to, że kiedy biorę je na ręce robią kupki gdzie popadnie! :) W niedziele kupiliśmy im domek, i teraz nie wychodzą z niego bez przyczyny, a przyczyną dla ktorej z niego wyłażą jest to, że daje im jeść (pyszną suchą karmę) albo, żeby podreptać sobie troszkę na kołowrotku! A tak wogóle, to chyba się troszkę spasły :) Może powinnam jakoś ograniczyć im dostęp do jedzenia...
Pisałam na samym początku, że najtrudniej zacząć, że najtrudniej napisać pierwsze zdanie i przekonać siebie do rozmowy z sobą, no ale jakoś poszło :)