piątek, kwietnia 21, 2006

chao...


Spakowana i gotowa do wyjścia... Papapa... Do 01.05.2006...

czwartek, kwietnia 20, 2006

Płacz...



Mój cichy płacz jak muzyka...

Tekst napisany samotną nocą.

Spływa po jego skroniach,

Na jego włosach jest słoną rosą...

Rodzi się w smutnych oczach,

A na gładkich policzkach umiera...

Mój cichy płacz jest jak muzyka,

Przejżystość z mych oczu zabiera.

Mój cichy płacz jak rozpaczy wołanie...

Głos deformuje w niezrozumiałe słowa.

Ja krzycze, bo on nie słucha,

Ja krzycze, umieram od nowa...

Po co aniołowi skrzydła,

Gdy nie ma swojego nieba...?

Więc nie ma i swego Słońca...

Co uśmiech codziennie olśniewa.

Mój cichy płacz jak muzyka...

A wszyscy śmieją się do okoła.

I czekam, pokorna i cicha...

Aż on mnie do nieba zawoła...




Melancholia

Okropnie źle mi się spało... Czuje się tak jakby słoń mnie wypluł... Cała noc myślałam, jak mija Maciejowi podróż... czy niczego nie zostawił na lotnisku (zawsze coś gubi, mam tylko nadzieję, że nie zgubił czapki) Wczoraj napisałam mu emaila, no ale widocznie po locie był na tyle zmęczony, że nie mógł odpisać. Heh... bardzo mi go brakuje... wczoraj nawet Młody powiedział, że jestem jakaś taka inna, przybita... =( Dziś nie ma wykładów na uczelni, więc mam cały dzień dla siebie... posprzątam klatkę dla myszek, zapakuje wszystkie rzeczy, pójdę na zakupy... itd... w sumie dużo tego nie ma, ale to zawsze coś! Jutro o 13.00 mam autobus do Krakowa... Heh... Nie chce mi się tam zupełnie jechać... ale z drugiej strony chcę zobaczyć dziadków i babcie... I tak 01.05 będę już w domu, to tylko 10 dni. 30.04 rodzice wyjeżdżają z Młodym do Turcji na małe wakacje, więc jak wrócę do domu ich nie będzie... Nie chce mi się zupełnie jechać autobusem... tyle godzin w podróży... w sumie kiedy przechadzaliśmy się ostatnio z Maciejem po mieście znaleźliśmy tanie bilety do Krakowa, tylko 220 euro... No ale było już po ptokach, bo ja już dawno kupiłam sobie mój bilet :( Już jest 22:40. Właśnie skończyłam się pakować, dawno nie wiozłam ze sobą tyle alkoholu... :P heheheh... walizka (jeżeli byłaby bez tych wszystkich butelek i przypraw dla rodzinki) byłaby w sumie PUSTA! Pierwszy raz biorę ze sobą tak mało ciuchów... I tylko 2 pary butów... Nie wiem do końca, czy dobrze robię... ale... raz się żyje! Kupiłam sobie dziś spodnie (mama powiedziała, że nie mogę jechać w moich podartych... hehehe i dzięki temu mam nowe =)) jako bonus nabyłam jeszcze czerwony sweterek.... Czyli reasumując zakupy się udały!! =D Tęsknie niesamowicie za Maciejem... Jeszcze nie rozmawialiśmy od jego wyjazdu... zostawialiśmy sobie tylko wiadomości na gg... Która może być u niego teraz godzina?? Chyba 15.00 albo 16.00 – pewnie je obiadek! Ja w sumie dziś nic nie jadłam, a nie jadłam... Tato zrobił mi parówkę (parówki nie jadłam chyba już od roku, bo twierdziłam, że mi nie smakuje, jak się dzisiaj okazało parówka, to naprawdę smaczna rzecz =)) Już chyba wszystko zrobiłam... spakowałam walizkę, plecak.... mam dokumenty! Teraz tylko czekam aż mi się naładują baterie w aparacie! Nie wiem czy przez ten czas kiedy będę w Krakowie, będę pisać nadal notki, w sumie musiałabym chodzić do kafejki internetowej, bo u dziadków nie ma Internetu! Bardzo się martwię, że nie będę mogła komunikować się z Maciejem...
1. On nie będzie miał czasu.
2. Ja nie będę miała dostępu do komputera.
3. Różnica w czasie. Mogłabym wyliczać i wyliczać... Smutno mi się zrobiło! =(



środa, kwietnia 19, 2006

„I love chillout”

Dawno nie pisałam, bo w sumie nic się nie działo... Jak zwykle byłam pochłonięta Maciejem i nauką!! We wtorek miałam sprawdzian z teorii kultury, wiec trzeba było się troszkę pouczyć, skopiowałam sobie notatki od najmądrzejszego typa z naszej grupy, oczywiście, on jest jednym z mądrzejszych, bo najmądrzejsza, to jestem ja!! Dlaczego?? Bo ja się nie uczę praktycznie, a i tak mam dobre oceny, co może potwierdzić moja ostatnia sesja :D Hahahaha... trzeba wiedzieć jak można sprzedawać swoją niewiedzę na egzaminach :P Ale o tym to może nie powinnam pisać!!
Dziś Maciej wyleciał do USA. Już za nim bardzo tęsknie, mam nadzieję, że niczego nie zapomniał, bo w sumie, to ja go pakowałam! Więc jak coś to będzie na mnie, jeżeli o czymś zapomniałam!! A tego bym nie chciała! :P Wczoraj żegnaliśmy się praktycznie cały dzień, od razu po sprawdzianie przyjechałam do niego i zabraliśmy się do pracy... (no comment) ----- PAKOWANIA!! O 14.35 dziś mój Maciej miał samolot do Londynu, a potem do Bostonu! W sumie w domu ma być o 21.30 (czas lokalny), czyli... + 6 albo nawet 7 godzin!! = o 04.35 naszego czasu!
Dostałam SMS’a już się ucieszyłam, że to od niego, ale to Iva pisała! Heh... Taka mała zmyłka :P
Właśnie sobie słucham albumu „I love chillout” Iio - At The End
Piękna piosenka! Oto i tekst!!  Enjoy!!

When you're away, I feel I'm empty
I lose my mind

But when you're around, I take for granted

most of our time


Honey, you say that I'm cold

and sometimes I'm out of control

Baby, you know how I am, at the end, you're always my man

I don't mean to when I hurt you

But I need you, I assure you

Just let me be when I'm crazy

At the end, you're still my only


At the end, at the end, at the end

At the end, at the end, at the end

At the end, at the end, at the end


Right when you're gone, I really miss you

You got my heart

When you come back, I just won't kiss you

And it tears you apart.
Honey, I do make mistakes, believe me it's better this way
Baby, I'm true and I'm real, I'm giving you all that I feel


I don't mean to when I hurt you
But I need you, I assure you

Just let me be when I'm crazy

At the end, you're still my only


At the end, at the end, at the end

At the end, at the end, at the end

At the end, at the end, at the end
(repeat)


Sweetie, I'm trying my best, to give you the most and no less
Darling, I'm true and I'm real, I'm giving you all that I feel


I don't mean to when I hurt you

But I need you, I assure you

Just let me be when I'm crazy

At the end, you're still my only

At the end, at the end, at the end

At the end, at the end, at the end

At the end, at the end, at the end.........

(repeat)


Nie wiem dlaczego, ale ta piosenka zawsze mi się kojarzy z Maciejem... Musieliśmy jej dużo słuchać!! Jeszcze lubię bardzo jedna piosenkę Iio – Rapture. Są w sumie 2 remix’y, jeden AvB i PvD!! Mi osobiście najbardziej podoba się ten zrobiony przez Armina!! Chyba nawet sobie puszcze.... :D
Heh, tak sobie myślę, czy ja wytrzymam bez Macieja te 12 dni, bo przecież ja też wyjeżdżam... Może być trudno, w sumie u moich dziadków nie ma Internetu, wiec nie ma jak się komunikować z moim Misiem... No ale są jeszcze kafejki internetowe, wiec nie jest źle!! Jutro powinnam zacząć się już pakować, ale tak okropnie mi się nie chce... Kiedyś nawet lubiłam się szykować do podróży, ale teraz jakoś mi to obrzydło :/ I tak zawsze o czymś zapominam. Teraz najważniejsze są dokumenty, o tym zapomnieć nie mogę... Jutro pójdę może na manicure. Na solarium chyba i tak jest za późno, o tym trzeba było pomyśleć jakieś 2 tygodnie temu...
Nic mi się nie chce... zjadłam obiad, który przygotowała mama. Teraz odpoczywam przed kompem...

Kocham Cię Macieju, bardzo MOCNO.... (Maciej odpowiada).... A, ja Cię BARDZIEJ!!

sobota, kwietnia 15, 2006

Moja nowa fryzura...

Dziś postanowiłam zrobić coś strasznego... Obciełam włosy!! I to naprawdę krótko!! Oto i dowód!!

---------------->

Nr.1

Nr.2


Nr.3

Nr.4

piątek, kwietnia 14, 2006

MOJE MYSZKI





Tak właśnie wyglądają moje dwie białe małe myszki... W sumie nie są już takie małe!! Podrosły troszeczkę... To dwa samce... Flip i Flap, w sumie już zapomniałam, który był mój, a który Macieja!! Wiem jedno, że moj ma plamkę na pupie!! :P Jestem bardzo ciekawa ile żyją takie gryzonie, gdzieś słyszałam, że około 3 miesięcy... Nie chciałabym się rozczarować gdyby jedna z nich umarła... :( A w sumie 3 miesiące już się zbliżają od czasu kiedy je nabyliśmy!!

środa, kwietnia 12, 2006

02.04.2006

W niedzielę 02.04.2006 r. w Kościele katolickim w Sofii odbył się koncert poświęcony Ojcu Św. JP II, w 1 rocznicę jego śmierci!

Oto i fotografie zrobione przez Kowala :P



Agata i Ja


Agata i "Studnia"


Wszyscy razem :P

niedziela, kwietnia 09, 2006

Street Down Workshop 2006

Wczoraj byłam na super evencie Street Down Work Shop. Zaskoczenie gwarantowane! Myślałam, że seminaria są nudne... Każdy tak komentował jakiekolwiek seminaria, które miały miejsce w Sofii. Nie dość, że ludzie zadają pytania, które nie mają praktycznie żadnego sensu, po drugie język angielski jest na tak słabym poziomie, że lepiej byłoby żeby w ogóle się nie odzywali... A po trzecie osoby które występują na takich seminariach nie są w ogóle przygotowane do jakiejkolwiek rozmowy, i takie spotkanie kończy się bardzo szybko! :P No, ale w sumie seminarium muzyczne, poświęcone d’n’b musiało być ciekawe!! Chociaż idąc na samo miejsce miałam mieszane uczucia! siedziałam i słuchałam... z zapartym tchem... i wystawionym językiem (przyczyna pragnienie usłyszenia czegoś ciekawego) Było naprawdę bardzo ale to bardzo miło, praktycznie cały Od 18.00 do 21.30Black Box był zapełniony ludźmi z HMSU, wiec człowiek mógł się poczuć jak w wielkiej d’n’b – wej rodzinie... Te same zainteresowania... itd. W sumie mnie aż tak bardzo nie ciągnie do takiego typu muzyki, a już na 100% nie tak jak Macieja. Ale, od pewnego czasu zauważyłam iż lubię sobie posłuchać dobrego d’n’b - u. A to wszystko zasługa Macieja z nim byłam na Future Prophecies no i na innych eventach HMSU, i tak się zaczęła cała moja historia z d’n’b. Już nawet nie wspominam o Pendulum, bo to chyba oczywiste, a tak w ogóle to słyszałam, że Pendulum będą na SEEME w Sofii w maju bodajże. Zrobiłam mnóstwo zdjęć, nakręciłam parę filmików! Warto było wyjść z domu! :P Oczywiście od 23.00 zaczynało się już normalne party!! Potem od 07.00 after party w Pulse :D Masakra.... :D :D :D lol... Oto co pisało o całym evencie w Internecie, po angielsku:

The culmination of the Street Down Workshop would be the show in the night of 8th of april. An hour before midnight Sofia's underground star DJ Chaves would start warming up the atmosphere. Next come the real stars of the night - Oneself, DJ Vadim's international band of extraordinary musicians including himself as well as the splendid MCs Yarah Bravo and Blu Rum 13. Oneself's debut - Chidren of Possibility - was issued through the cult label Ninja Tune, specializing in everything avantgarde and experimental. Around 02:30 starts the performance of Bulgaria's beatbox madman Red One, followed by the scratch champion DJ Woody. Shortly before sunrise are scheduled sets by the British project London Electricity and the drum'n'bass HMSU squad Ogonek & Cooh.


Słynny Tony Colman

A teraz parę słów po bułgarsku z racji tego iż cały event odbywa się w Sofii! Trzeba kultywować i pomagać swoim znajomym w promocji tego co najlepsze w Bułgarii, czyli MUZIKALEN VKUS!! :P

Британски съвет България и Geronimo Breaks организират на открити семинари със заглавие 8 и 9 априлStreet Down Workshop 2006, с участието на dj Vadim от култовия лейбъл Ninja Tune и неговата група Oneself, с участието на Yarah Bravo, Blu Rum 13 и Bongo Pete. Освен тях лектори ще бъдат и London Elektricty, dj Woody / Световен ITF DMC шампион 2001/ и MC Wrec. Семинарите ще са с водещи изброените по-горе имена, като идеята е да стане открита дискусия с всички български ди-джеии, продуценти, музиканти и хора, занимаващи се в областта на музиката. На 8 април от 18.00 – 21.00 водещ на семинра ще е London Elektricity, който ще сподели своят опит като музикант, правещ на живо drum and bass; MC Wrec, които ще отговаря на въпроси свързани с това какви качества трябва да имаш, за да си МC и Dj Woody, който ще демонстрира и ще се опита да Ви научи на няколко основни скреч трика. На 9 април workshop-a ще се води от Dj Vadim, Yarah Bravo и Blu rum 13 с начален час 17.00 и ще е посветен на теми, свързани с продуциране и издаване на некомерсиална музика. Oj… grubo… grubo…

piątek, kwietnia 07, 2006

@)---'----

Mile spędzony dzień... Praktycznie za dużo się dziś nie przemęczyłam... No może sprzątając moje mieszkanie, ale i do tego miałam mojego osobistego pomocnika – Macieja :) Zawsze razem sprzątamy i potem mamy więcej czasu dla siebie, co jest bardzo pozytywną dla mnie rzeczą  Odkurzaliśmy... wycieraliśmy kurze... sprzątaliśmy klatkę dla myszek itd...
No właśnie dziś kiedy rozmawiałam z Maciejem przez telefon spojrzałam na klatkę i oczom nie mogłam uwierzyć... Moja (troszkę starsza niż myszka Macieja) miała cały ogonek nadgryziony + zakrwawione ucho... a koło kręciołki (kołowrotka) było mnóstwo krwi :( Okropnie się przejęłam, nie darowałabym sobie tego, że któraś z moich myszek może umrzeć, przecież mam je niespełna od miesiąca  Poprosiłam Macieja żeby niezwłocznie się zjawił, bo nie wiedziałam co robić... Wyciągnęłam chorą myszkę z klatki, żeby przypadkiem nic złego się już nie stało. Razem z Maciejem doszliśmy do wniosku iż moja myszka musiała zasnąć przy lub pod kołowrotkiem, a kiedy druga myszka zaczęła się kręcić, tamta nie mogła się wydostać z pułapki... Czyli jednym słowem to musiała być masakra dla mojego biedactwa  Oczywiście jak to na mnie przystało, okropnie się tym przejęłam, płakałam i bałam się o moje podopieczne maleństwa!
Potem poszliśmy razem z Maciejem i Młodym na próbę Pasji. A tam spotkaliśmy chłopaka z Polski, jeżeli mnie pamięć nie myli, to nazywał się Radek, ale ja zawsze miałam problemy z zapamiętaniem imion... Macieja imienia też nie mogłam na samym początku zapamiętać! I mówiłam do niego „ej ty!” :P Ale o tym cicho sza... Powłóczyliśmy się troszeczkę z nowym kolegą, ale... w sumie musze przyznać, że okazał się bardzo dziwnym typem człowieka, chyba się nas bał. Możliwe, że zniechęciliśmy go do siebie tym iż ciągle któreś z nas coś mówiło. Gadaliśmy całkowicie od rzeczy... o wszystkim i o niczym! O najgłupszych rzeczach, jakie tylko mogą człowiekowi przyjść do głowy!
Na 19.50 poszliśmy do Areny na Epokę lodowcową... Strasznie śmieszny film! Bałam się troszkę dubbingu, że może mi się nie spodobać, ale zwracam honor! Ubawiłam się na tym filmie jak nigdy dotąd. Maciejowi też się film podobał  Okropnie zadowolona wyszłam z kina. I praktycznie od razu mieliśmy transport do centrum  co niezmiernie nas ucieszyło, bo ostatni bus jak się dziś dowiedzieliśmy jedzie spod Areny o 21.55. Na przyszłość informacja nam się bardzo przyda  Mężczyzna, który prowadził „marshrutke” okazał się śmieszną osobą, ciągle coś mówił, buzia mu się nie zamykała... Aż miło się jechało!
Ponownie odizolowałam myszki od siebie (tato z powrotem włożył myszkę Macieja do dużej klatki). Nawet kupiliśmy dziś drugie poidełko specjalnie na tą okazję. Mam nadzieję, że taka rozłąka dobrze im zrobi, i że już nie będą się gryzły... W sumie to tylko jeden gryzie („Popierdułka” Maciejowa :P), a mój tylko cierpi... Biedaczysko!!
Chyba się uzależniłam... od gumy do żucia – Ice Breakers. Ciągle ją jem! I jakoś nie mogę przestać... Biorę coraz więcej i więcej... Potem mam całą buzie wypchaną gumą do żucia! W sumie na opakowaniu pisało, że można się od niej uzależnić, ale... Może nie jest jeszcze tak źle! :P
Teraz rozmawiam sobie z Maciejem przez Skype i powolutku piszę tę notkę. Wcześniej odezwał się do mnie kolega, którego poznałam przez fotka.pl, bardzo miły facet. Pozdrawiam serdecznie! – obiecałam mu, że nabąknę o nim na blogu. Oto i darmowa reklama!

No więc drogie dziewczyny – oto jego nr gg ---> 5608837 - Jacek, 23 lata, mieszkaniec Krakowa! :D Polecam... :P

czwartek, kwietnia 06, 2006

6 dzień 1 fazy

Dzień 6

Śniadanie
180 ml soku pomidorowego
Jajecznica ze świeżymi ziołami i grzybami
Kawa lub herbata bezkofeinowa z odtłuszczonym mlekiem i substytutem cukru

Przekąska przedpołudniowa

1 paluszek z częściowo odtłuszczonego sera mozzarella

Lunch

Sałatka cesarska z kurczaka (bez grzanek)
2 łyżki gotowego sosu cesarskiego

Przekąska popołudniowa

½ szklanki niskotłuszczowego serka wiejskiego z ½ szklanki posiekanych pomidorów i ogórków

Obiad
Koryfena (mahi mahi) z rusztu
Warzywa pieczone w piekarniku
Sałatka z rukoli
2 łyżeczki balsamicznego sosu winegret lub sosu o małej zawartości cukru

Deser

Krem z rocotty ze skórką cytrynową

5 dzień 1 fazy

Dzień 5

Śniadanie
180 ml soku wielowarzywnego
Zachodni omlet z białek
Kawa lub herbata bezkofeinowa z odtłuszczonym mlekiem i substytutem cukru

Przekąska przedpołudniowa
1 – 2 roladki z indyka
2 łyżki majonezu z kolendrą (według uznania)

Lunch
Gazpacho
Hamburger z polędwicy wołowej z rusztu (bez bułki)
Sałatka (mieszane warzywa liściaste, ogórek, zielona papryka, pomidory winogronowe)
Oliwa z oliwek i ocet do smaku lub 2 łyżki sosu o niskiej zawartości cukru

Przekąska popołudniowa
Plasterki ogórka z pastą z łososia

Obiad

Kurczak balsamiczny
Duszone pomidory z cebulą
Szpinak gotowany na parze
Sałatka (mieszane warzywa liściaste, ogórek, zielona papryka, pomidory winogronowe)
Oliwa z oliwek i ocet do smaku lub 2 łyżki sosu o niskiej zawartości cukru

Deser

Krem migdałowy z rocotty

4 dzień 1 fazy

Dzień 4

Śniadanie
180 ml soku pomidorowego
Jajka po florencku (1 jajko w koszulce podane na szpinaku -1/2 szklanki - przysmażonym na oliwie z oliwek)
2 plastry chudego bekonu
Kawa lub herbata bezkofeinowa z odtłuszczonym mlekiem i substytutem cukru

Przekąska przedpołudniowa

Seler nadziewany jednym trójkącikiem serka Krówka Śmieszka Light

Lunch

Sałatka szefa kuchni (co najmniej po trzydzieści gramów szynki, indyka i sera niskotłuszczowego na mieszanych warzywach liściastych)
Oliwa z oliwek i ocet do smaku lub 2 łyżki sosu o niskiej zawartości cukru

Przekąska popołudniowa

Do dziesięciu pomidorów winogronowych nadziewanych ½ szklanki niskotłuszczowego serka wiejskiego

Obiad
Gardłosz atlantycki w sosie szalotkowo – imbirowym
Strączki grochu bezłykowego gotowane na parze
Szatkowana kapusta przysmażona na oliwie z oliwek

Deser
Krem kawowy z rocotty

wtorek, kwietnia 04, 2006

Praca

Postanowiłam znaleźć prace... Dziś wracając do domku przechodziliśmy razem z Maciejem koło bardzo ładnego butiku i na drzwiach wisiała karteczka, że sklep napiera personel! To coś dla mnie...  Od razu mi się oczka zaświeciły... jutro, obowiązkowo tam pójdę i zapytam się, czy nie chcą zatrudnić właśnie mnie  Znam angielski, rosyjski, polski, bułgarski... Nadaje się w 100% Tylko jest jeszcze jeden mały problem (dla sklepu pewnie i okaże się dużym problemem) każdego dnia praktycznie jestem wolna od 17.00, czyli to byłaby praca na półetatu... a na to nie każdy się godzi  Ale zawsze można spróbować! Musze tylko jeszcze wydrukować sobie moje CV i po sprawie  Hmmm... nie mam jeszcze planów na jutrzejszy dzień... Dziś np. nic nie robiłam, byłam na wykładach do 15.00, potem spotkałam się z Maciejem, pochodziliśmy troszkę po sklepach (szukaliśmy jakiś fajnych bucików dla mnie) potem poszliśmy do niego do domu, aby posprzątać mieszkanie... oczywiście nic nie zrobiliśmy... :P To w sumie było do przewidzenia! Potem spotkanie z Kowalami (problem z ruterem) Multirama... I o 21.00 byłam już w domu... Teraz troszkę chce mi się spać... W sumie wczoraj poszłam spać po 03.00, a wstałam o 07.00, drzemałam do 07.45... Mocna kawka... i na Uniwerek. Nawet byłam za wcześnie, siedziałam sobie na ławeczce i czytałam gazetkę GO, musze powiedzieć, że fajne rzeczy tam można znaleźć. No i najważniejsze gazetka nic nie kosztuje... :P A teraz położę się na chwilkę i zaraz wrócę do komputera...

poniedziałek, kwietnia 03, 2006

GSM

Kolejny dzień się kończy... Coś strasznie szybko mija ten czas... Wstaje rano, potem lecę na uniwersytet, po zajęciach spotykam się z Maciejem, idę do domu, uczę się, potem oglądam TV, siedzę przed komputerem, idę spać... Tak właśnie wygląda cały mój dzień... Karolina, która walczy z wiatrakami jak Monte Python  Zabawne...
Dziś kiedy wychodziłam z domu razem z Maciejem, odwiedził mnie dziś rano i razem praliśmy jego ubrania, zauważyłam na drodze pokrowiec na komórkę, przyglądnęłam się bliżej i okazało się, że w środku czeka na nas miła niespodzianka :P Komóreczka (rzecz jasna jakaś stara i syfiasta) ale najważniejsze było to, że była na abonament, czyli... to oznaczało dla nas tylko jedno... darmowe telefony do znajomych w Polsce. Maciej zadzwonił do swojego przyjaciela, Bartosza, gadali chyba z 10 minut. Niestety dla mnie los nie był aż tak szczodry, bo nie zdążyłam nigdzie zadzwonić, ktoś bardzo szybko uporał się z zabezpieczeniem karty SIM  Gdyby Bułgarzy robili tak wszystko szybko i sprawnie to państwo byłoby rajem! Postanowiliśmy zanieść telefon do Lombardu (Zalotna kashta) Nikt nie proponował więcej niż 10 lv (to ponad 20 zł) Za telefon z ładowarką oczywiście ktoś dałby nam więcej, jednak my nie posiadaliśmy takiego sprzętu :P Za całą sumę, którą zdobyliśmy kupiliśmy trociny i karmę dla myszek oraz nóż do krojenia sera (bardzo przydatna rzecz, kawałeczki sera zawsze są tej samej grubości i praktycznie każdy ser da się tym pokroić)
Maciej
dziś opowiedział mi bardzo ciekawą rzecz, która wcześniej nawet nie wpadła mi do głowy, otóż wszyscy ludzie w Bułgarii mają bardzo dobre telefony komórkowe, najlepsze modele, i nie zależy to od stanu konta w banku itd. Każdy kto ma super telefon czuje się lepiej...Ważniejszy... Pytałam kolegę (bułgara) co o tym sądzi. Odpowiedział, że czuje się lepszym człowiekiem, kiedy może się pochwalić przed chłopakami najnowszym modelem NOKII, lubi kiedy dziewczyny zauważają to, że ma dobry GSM. To podnosi jego stan psychiczny, bo czuje się pewniej wśród swoich znajomych! Jak dla mnie to paranoja... Ja mam stary telefon i jakoś nikt mi nie zwraca uwagi z tego powodu, najważniejsze jest to, że mogę się dzięki niemu porozumiewać z ludźmi, nie potrzebne mi są żadne najnowsze modele.
Dla mnie każdy telefon jest dobry oby tylko mógł odbierać wiadomości SMS i dzwonić... Nic więcej nie jest mi potrzebne! 

Właśnie zdałam sobie sprawę, że straciłam dziś odcinek
Na Wspólnej, chyba już od paru tygodni nie oglądam, kiedyś dzień bez tego serialu był dniem straconym... :P Ale na 100% Młody oglądał, więc jutro mi opowie, albo przeczytam sobie w necie... Jest dużo alternatyw...
Zastanawiam się od pewnego czasu, dokładniej od soboty jakie buty najlepiej pasują do mojej nowej spódniczki, no i dochodzę powoli do wniosku, że nie mam odpowiednich bucików... Może oprócz białych (tylko, że one nie wyglądają już atrakcyjnie, są bardzo ściachane, jak to zawsze bywa z białymi butami – szybko się brudzą i łatwo można dokonać na nich zniszczeń mechanicznych typu: odrapanie, porysowanie itd.) No więc następne moje zakupy będą związane z kupnem butów! Hmmm... marzenia... Ale... Marzenia czasami się spełniają, nie można o tym zapominać!


Oto mój wymarzony telefon komórkowy Nokia 7370 (pierwszy z lewej)...Chociaż... Każdy model spośród tych tu wymienionych mogłabym mieć!! Sama słodycz... No może bez tego ostatniego, bo nie potrafiłabym go obsługiwać i ma mały wyświetlacz :P

niedziela, kwietnia 02, 2006

Niedziela

Niedziela, prawda wiadoma ludzie powinni spędzać ją w domach :P Jak mawiał niegdyś pewien człowiek... Ale, nawet już nie pamiętam kto dokładnie :P

Wczoraj praktycznie cały dzień byłam poza domem. Obudziłam się późno... Około 13.30 poszłam z Młodym (moim bratem) pochodzić sobie po sklepach... Potem na próbę... i tak zleciał czas do 16.30. Hmmm... Następnie człapaliśmy sobie bez celu razem z Maciejem po mieście. Zahaczaliśmy o rózne sklepy, bo przecież ja jako 100% kobieta uwielbiam robić zakupy. W Capasce była taka jedna śliczna brązowa spódniczka! I... Maciejowi też się widocznie bardzo spodobała, bo dostałam piękną spódniczkę za to, że mój mężczyzna mnie KOCHA... Czyż to nie urocze? Każda kobieta chciałaby, żeby jej facet obsypywał ją prezentami właśnie z tego powodu... Bo to najważniejsza rzecz jaka łączy kobietę i mężczyznę... MIŁOŚĆ. I ja tak właśnie mam. Ale to nie wszystko... :P Przechodząc przez Grafa, zauważyliśmy prześliczne żonkile, 21 sztuk w cenie 6 lv... Oczywiście je kupiliśmy... Nikt nie przepuściłby takiej możliwości :P Uwielbiam soczyste, żółciutkie żonkile! Widać, że były niedawno ścięte z krzaczka... bo były jeszcze bardzo twarde! Na bank będą się bardzo długo trzymać!

Potem udaliśmy się do kina... Agent XXL 2 czyli Big Momma’s Mouse 2. Przekomiczny film... Uśmiałam się na nim jak nigdy dotąd... W sumie mieliśmy iść na Ice Age 2 The Meltdown, ale nie było wolnych miejsc :P Musze powiedzieć, że nawet nie żałuje.

Następnie spotkaliśmy się w Swinging Hall z naszymi znajomymi... Z Andrzejem i Magdą. Dobra muzyka, parę drinków, dobre towarzystwo... idealne zakończenie wyczerpującego dnia... Po takim dniu, naprawdę spałam jak zabita... Ciężko było mnie dziś dobudzić! :P A zresztą zawsze są z tym wielkie problemy... bo lubię spać! Zazdroszczę Maciejowi, który teraz smacznie sobie śpi, że nie mogę być teraz razem z nim... leżeć koło niego... wtulona... Czuję się wtedy naprawdę bardzo dobrze – bezpiecznie... Wiem, że leżę u boku mojego mężczyzny i, że przy nim nic mi nie grozi. Wiem też, że kiedy razem zasypiamy jesteśmy tylko dla siebie, on i ja... i nie ma nikogo więcej... Hmmm... Rozmarzyłam się :P
Dziś rzecz jasna wybrałam się do kościoła w mojej nowej kiecce jak to mówi Maciej (dla mnie zawsze będzie to spódniczka) Musze powiedzieć, ze czułam się w niej bardzo, ale to bardzo dobrze  Uważam, że jest prześliczna, oczywiście zdążyłam już jej zrobić parę zdjęć, żeby się nią pochwalić :P Ale zonk! :D No ale taka jest prawda... :P
Chyba znowu przejdę na moją dietę, bo zaczęłam jeść za dużo... dziś np. dorwałam się do czekolady, nie wiem dlaczego, ale miałam okropną ochotę na coś słodkiego... w pokoju miałam Mersi, jeszcze zostało z moich urodzin... i... zjadłam parę prostokącików... Czyli od jutra zaczynam się pilnować, przecież jeszcze tylko 2 tygodnie dzielą mnie od wyjazdu do Polski, a ja w sumie schudłam tylko z 6 kg. Zaznaczę sobie w kalendarzu datę mojego wyjazdu, trzeba przecież mieć jakąś motywację, kiedy się człowiek odchudza... Zastanawiałam się też nad tym, aby się zapisać na solarium... Przecież przed samym balem chodziłam na solarke i w sumie to ona pomogła mi pozbyć się paru kilogramów (wypociłam je leżąc plackiem), chodziłam też na ćwiczenia... (btw jeszcze się nie zapisałam :P Nie chciało mi się :D i Anii też się nie chciało). Propozycji jest dużo, tylko skąd można wziąć kasę na to wszystko... Najlepiej być chudziną, która je jak wróbelek, nie musi się odchudzać, nie ma problemów z wyborem jadłospisu... itd.

Właśnie zadzwonił do mnie Maciej, chyba (najprawdopodobniej) znowu jest przeziębiony. Ma katar, boli go gardziołko... Objawy te same co przy grypie...  plus boli go każda część ciała... Tak sobie myślę co mogło go znowu tak rozłożyć... Może ostatnia jazda na rowerze... zgrzał się potem nagle zawiał zimny wiaterek i przeziębienie gotowe, no albo te podróże nocne do domu... godzina 23.00. Już wtedy przecież jest bardzo chłodno... Może od zimnego picia... Tyle jest różnych alternatyw... i każda jest bardzo prawdopodobna...  No cóż, trzeba będzie się zająć moim Kochaniem... I pomagać mu w chorobie  Od tego przecież jestem ja...



Moja nowa spódniczka!! Dziękuje Ci Macieju, jest prześliczna :D



A oto żonkile! Czyż nie są piękne??


sobota, kwietnia 01, 2006

PUNKT STABILIZACYJNY


:D